— Bóg zapłać za ugoszczenie, ale dobrze całkiem nie było.
— Hale! No...
— Gospodyni brak wam, Macieju, a bez to nijakiego porządku nie może być...
— Co robić, moiściewy?... Co robić?... Zrządzenie już takie boskie, że pomarła...
— Mało to dziewczyn! A dyć w każden czwartek ino wypatrują po wsi, czy swaty od was nie idą do której... — mówiła chytrze ciągając go za język, ale Boryna, choć i miał już odpowiedź, podrapał się tylko po głowie i uśmiechał, a szukał bezwiednie oczami Jagusi, która zabierała się do wyjścia...
Na to i czekał Antek, przyodział się nieznacznie i wyszedł naprzód.
Jaguś sama szła do domu, bo inne mieszkały w drugiej stronie, ku młynowi.
— Jaguś! — szepnął wychylając się z ciemności spod płota jakiegoś.
Przystanęła, poznała głos jego i poczęła ździebko dygotać.
— Odprowadzę cię, Jaguś! — Obejrzał się — noc była ciemna, bez gwiazd, wiatr huczał górą i miotał drzewami.