— A nie idzie, psiachmać, nie idzie.

— Sodoma tutaj będzie, mój Jezu! Sodoma! — myślała odchodząc. — Dobrze stary robi, że się żeni, dobrze! A to by mu dały taki wycug dzieci jak mnie! Całe dziesięć morgów pola jak złoto dałam, i co?... — splunęła ze złością. — Na wyrobki chodzę, na komornicę zeszłam!...

A stary, że to już wydzierżeć nie mógł, gruchnął siekierę o ziemię i krzyknął:

— Na psa taka robota!

— Gryzie was coś na wnątrzu.

— A gryzie, gryzie...

Jagustynka przysiadła na przyzbie, wyciągnęła długą nić, zwinęła na wrzeciono i cicho, trochę z obawą rzekła:

— Przeciech nie macie się z czego markocić ni turbować.

— Wiecie to?

— Nie bójcie się, Dominikowa mądra, a Jagna też pomyślenie ma.