— Pijecie se, gospodarze! Ho, ho i wójt, i sołtys, i Boryna! Wesele czy co!

— Nie co insze. Napijcie się z nami, panie młynarzu, napijcie — proponował Boryna.

Przepili znów kolejką.

— Kiejście tacy, powiem wam nowinę, że wytrzeźwiejeta!

Wytrzeszczyli na niego nieprzytomne oczy.

— A to nie ma godziny, jak dziedzic sprzedał porębę na Wilczych Dolach!

— A hycel, psie krótki! Sprzedał, naszą porębę sprzedał! — krzyknął Boryna i w zapamiętałości grzmotnął butelką o ziemię.

— Sprzedał! Prawo jest i na dziedzica, i na kużdego, prawo jest... — bełkotał pijany Szymon.

— Nieprawda! Ja, wójt, to wama mówię, że nieprawda, to wierzcie!

— Sprzedał, ino że wziąć nie damy, jak Bóg na niebie, nie damy! — wołał Boryna i bił pięścią w stół...