A na ławie pod oknem już się dymiło jadło; od ogromnego tygla z kapustą rozchodził się zapach słoniny, jak i od jajecznicy, której niezgorsza miseczka stała obok.
— Gdzie Witek pasł krowy? — zapytał, krając potężny glon chleba z bochna, jak przetak23 wielkiego.
— Na dworskich zagajach i borowy go stamtąd wygonił.
— Ścierwy, zmarnowali mi bydlę.
— Przeciech, tylo krowa, to się zlachała w tym gonieniu, że się w niej cosik zapaliło.
— Dziadaki, psiekrwie. Paśniki są nasze, w tabeli stoi kiej wół, a one cięgiem wyganiają i pedają, co24 ich.
— Drugich też powyganiali, a chłopaka Walkowego tak zbił, tak zbił...
— Ha! do sądu trza abo i do komisarza. Trzysta złotych warta, jak nic.
— Pewnie, pewnie — przytakiwała rada niezmiernie, że ociec się udobruchali.
— Powiedzcie Antkowi, że skoro ziemniaki zwiezą, to niech się wezmą do krowy, trza ją obłupić i poćwiertować. Przyndę od wójta, to wama pomogę. W sąsieku25 u belki ją powiesić — będzie przespiecznie26 ode psów lebo jenszej gadziny...