— A nie potrzeba! — powtórzyli inni chórem.
— Cie... w Woli szkoła jest, bez trzy zimy moje dzieci chodziły i co?... To nawet na książce tego pacierza rozebrać nie potrafią... na psa taka nauka!
— Matki niechaj pacierza uczą, szkoła nie od tego, ja, wójt, wama mówię.
— A niby od czego? — wrzasnął ten z Woli podrywając się z ławy.
— Ja, wójt, wama rzeknę, ino pilnie słuchajcie... zaraz, po pierwsze... — ale nie wywiódł do końca, bo Szymon na cały stół wykrzykiwał, że już ten las sprzedany Żydy ocechowały72 i rąbać wnet będą, czekają jeno mrozów i sanny.
— Niech cechują, na wycięcie poczekają... — wtrącił Boryna.
— Do komisarza ze skargą pójdziemy.
— Nie to, komisarz zawsze z dziedzicem trzyma, a gromadą iść, rębaczów rozpędzić.
— Ani jednego chojaka ściąć nie pozwolić!
— Skargę do sądu podać!