— Zażyjcie, gospodarzu.

Maciej zażył rzetelnie i kichnął raz po raz trzy razy, aż mu łzy w oczach stanęły.

— Tęga jucha! — i rękawem tarł załzawione oczy.

— Niech wam będzie na zdrowie. Peterburka, dobrze ano robi na oczy.

— Wstąpcie jutro do mnie, krowem dorznął, to się tam jaka sztuczka la was znajść znajdzie.

— Bóg zapłać... Boryna, widzi mi się, co?... —

— A juści, żeście to rozeznali?... no, no.

— Po głosie ino, po gadaniu.

— Cóż ta we świecie słychać? Wędrujecie cięgiem?

— Moiściewy, a cóż by! — A to źle, a to i dobrze, a to i różnie, jak we świecie. A wszyscy piszczą, a narzekają, jak przyjdzie dziadowi co dać abo i drugiemu, ale na gorzałę mają.