— Do szpitala musisz iść... — mruknął cicho.
— Do szpitala?... — Nieprzytomny był jeszcze.
— Urżnęliby ci nogę, to byś może i wyzdrowiał.
— Nogę?...
— Juści, już na nic, zepsuta, czernieje cała.
— Urżnęliby? — pytał nie mogąc pojąć.
— W kolanie. Nie bój się, mnie kula urwała przy samym zadzie, a żyję.
— To ino urżnąć bolejące miejsce i byłbym zdrowym?...
— Jakby kto ręką odjął... ale do szpitala trza ci zaraz iść...
— Nie, bojam się, nie... do szpitala...