— Obżarł się i tyla.
— Pewnie, że tak, pewnie... A i Jankiel zachodził po gęsi...
— Sprzedasz to?
— Hale, a na zwiesnę157 to kupowała będę!
— Jak uważasz, tak zrób, twoja w tym głowa.
— I u Wachników znowu się pobiły, aż po księdza chodzili, żeby rozbroił... a u Paczesiów cielę pono się udławiło marchwią.
— Co mi ta po tym — mruknął niecierpliwie.
— Organista jeździł po snopkach — powiedziała po chwili, ale już nieśmiało.
— Cóżeś dała?
— Dwie przygarście lnu oczesanego i cztery jajka... Powiedział, że jak nam będzie potrzeba, to da wóz owsianki i poczeka na pieniądze do lata albo i na odrobek da. Nie wzięłam, po cóż nam brać od niego... przecież... należy nam się jeszcze paszy od ojca, wzielim ino dwa wozy, a z tylu morgów...