— Wrócił, ale powiadali, że coś niespełna rozumu. We dworze nie chce mieszkać i przeniósł się do lasu do borowego, sam se wszystko narządza, czy jadło, czy też ubiór, aż to dziwno wszystkim, a wieczorami na skrzypkach wygrywa, często gęsto to i po drogach go spotykają, po tych mogiłkach różnych, na których przygrywa...
— Mówili mi, że po wsiach chodzi i wszystkich się wypytuje o jakiegoś Kubę...
— O Kubę! Nie jednemu psu Łysek.
— Przezwiska nie powiada, Kubę jakiegoś szuka, któren go miał pono z wojny wynieść i od śmierci uchronić!
— Był ci i u nas Kuba, któren do boru z panami poszedł, ale ten pomarł! — rzucił Antek i podniósł się, bo już Mateusz wrzeszczał za ścianą:
— Wychodźta, co to, do podwieczorku będzieta połedniowali!
Antka porwała złość, że wybiegł i zawołał:
— Nie drzyj się po próżnicy, słyszymy wszyscy.
— Obżarł się mięsem, to krzykaniem ulgę sprawia kałdunowi — powiedział Bartek.
— I... krzyczy, by się przed młynarzem zasłużyć — dorzucił któryś.