— A bo mię wiater przewrócił w zaspę...

— Pewnie, dobrześ się musiał z chłopakami za łby po śniegu wodzić!...

— Wiater mię obalił...

— Drzyj obleczenie197, drzyj, jak cię, jucho, rzemieniem pogrzeję, to zapamiętasz.

— Kiej prawdę mówię... tak wieje, tak ciepie, że ustoić trudno...

— Puść komin, w nocy się dość wygrzejesz, powiedz Pietrkowi, niech się do młocki weźmie, pomóż mu, nie ganiaj po wsi jak ten psiak z wywieszonym ozorem.

— Idę, ino jeszcze drewek przyniesę, bo gospodyni kazała... — szeptał żałośnie i markotnie, że nie mógł opowiadać, co widział na wsi, zakręcił się po izbie, gwizdnął na Łapę, ale pies zwinął się w kłębek i ani chciał słuchać, więc sam poszedł, Boryna zaś, ubrany do wyjścia, łaził z kąta w kąt, poprawiał w kominie, zachodził do stodoły, to oknem wyglądał, to przed dom wychodził i coraz niecierpliwiej czekał, ale nikt po niego nie przychodził.

— Może zapomnieli... — zauważyła Jaguś.

— Jakże, o mnie by zapomnieli...

— Bo wy kowalowi wierzycie, a on cygan najpierwszy...