— Ojciec w domu?
— Mój198 poszli na wieś.
— Poczekam, pozwólcie, że posiedzę przed ogniem, przemarzłem.
— A siedźcie, przeciech ławki ni ognia nie ubędzie.
Nieznajomy zdjął kożuch, ale snadź zimno mu było, bo wstrząsał się cały, zacierał ręce i coraz bliżej przysuwał się do ognia.
— Ciężka zima latoś — szepnął.
— Pewnie, że nie letka. A może mleka zgotować na rozgrzewkę?
— Dziękuję, gdybyście mieli herbatę!...
— Była ci, była, jeszcze jesienią, kiej mój chorzał na brzucho, przywiezłam z miasta, ale wyszła, a nie wiem, u kogo by na wsi znalazł...
— A dobrodziej199 pono cięgiem arbatę piją — wtrącił Witek.