— Niby Kuba! Juści, że służył, ale się pomarło chudziakowi jeszcze na jesieni.
— Mówił mi ksiądz o tym. Mój Boże, szukałem go od lata po wszystkich wsiach okólnych i znalazłem po śmierci...
— Naszego Kuby szukaliśta? — zawołał Witek wzruszony.
— A to pan muszą być dziedzicowym bratem z Woli?
— Skądże mnie znacie?
— Powiedali nieraz ludzie, że dziedzicowy brat wrócił z dalekich krajów i szuka po wsiach jakiegoś Kuby, ale nikto nie miarkował którego.
— Sochy, dopiero dzisiaj się dowiedziałem, że służył u was i że umarł.
— Postrzelili go, krew go uszła i pomarł, pomarł! — wołał Witek przez łzy.
— Długo był u was?
— A zawżdy, jak ino pamięcią sięgnę, to zawżdy służył u Borynów.