— Józka! A mięso sama przedawaj. Jutro niedziela, ludzie się już zwiedziały, to się ich tu naleci; ino nie borguj50 nikomu. Pośladek ostaw la nas; zawoła się Jambroża, to zasoli i przyprawi...
— A dyć i kowal umieją...
— Ale, podzieliłby się kiej wilk z owcą.
— Magdzie będzie markotno, że to nasza krowa, a ona nawet nie obaczy.
— To la Magdy wytnij jaką sztuczkę i zanieś, ale kowala nie wołaj.
— Dobryście, tatulu, dobry.
— Hale, córuchno, hale! Pilnuj tutaj, a już ci bułeczkę przywiezę abo i co.
Podjadł se niezgorzej, opasał się pasem, przygładził poślinioną dłonią zwichrzone i rzadkie włosy, ujął bat i jeszcze się rozglądał po izbie...
— Bym czego nie przepomniał. — Chciało mu się zajrzeć do komory, ale się powstrzymał, bo Józka patrzała, więc się przeżegnał i ruszył.
A już z wasąga, zbierając w garść parciane lejce, rzekł Józce na ganek: