— Wezmą się za łby i pozagryzają jak te wściekłe psy — myślała często, wielce rada ze swojej roboty, że zaś zimą nie było wiela co robić, to łaziła po chałupach z kądzielą, podsłuchiwała, a judziła jednych na drugich prześmiewając ze wszystkich zarówno, nie śmieli drzwi zamykać przed nią obawiając się jej ozora, a głównie tego, że pono złe oczy miała... Zazierała i do Antków, ale najczęściej spotykała się z nim, gdy z roboty powracał, i wtedy to mu w uszy kładła nowiny od Jagny.
Jakoś we dwie niedziele po bytności księdza u Borynów przydybała go koło stawu.
— Wiesz, stary sielnie powstawał na ciebie przed księdzem.
— O cóż to znowu szczekał? — pytał niedbale.
— Że ludzi podmawiasz na dwór, że trzeba by cię oddać strażnikom i jeszcze drugie...
— Niech popróbuje! Nimby mnie wzięli, takiego bym mu na dach puścił koguta, że kamień na kamieniu by nie ostał! — zawołał namiętnie.
Poleciała zaraz z tą nowiną do starego, myślał długo i powiedział cicho:
— Podobne to do niego, taki zbój, podobne.
I więcej nie rzekł, nie chciał się z babą zadawać w poufałości, ale skoro Rocho przyszedł wieczorem, zwierzył się przed nim.
— Nie wierzcie wszystkiemu, co Jagustynka przynosi, zła to kobieta!