— Zapraszała Marysia dzisiaj.

— Rocho obiecali, że jutro tam z książki będą czytać historie o królach.

— Poszłabym, ale nie wiem jeszcze... — spojrzała pytająco na starego.

— To i ja pójdę, tatulu... — prosiła Józka.

Nie odpowiedział, bo pies mocno przyszczekiwał na ganku i zaraz wsunął się nieśmiało Jasiek, Przewrotnym nazywany z prześmiewiska.

— Zawieraj drzwi, gapo, bo tu nie obora! — wrzasnęła Dominikowa.

— Nie bójże się, nie zjedzą cię, czegóż się rozglądasz? — pytała Jagna.

— A bo... bociek musiał się kajś przytaić i jeszcze mie kujnie... — jąkał się, wystraszonymi oczami wodząc po kątach.

— Oho, boćka gospodarz wydali dobrodziejowi247, nic ci już nie zrobi! — mruknął Witek.

— A bo i nie wiem, po co go było trzymać, jeno ludzi krzywdził!