— Hanka gania jak ten pies za wroną i myśli, że rychlej co złapie...
— Na co to jej zeszło, chudziaczce — szepnęła współczująco Krakalina.
— Nawygrzewała się dosyć w Borynowej chałupie, najadła tłusto, nasmakowała dobrości, to może teraz i biedy popróbować. Człowiek całe życie przymiera głodem, haruje jak wół, a nikto nawet nie polituje.
— A przódzi to nas nawet nie pozdrawiała...
— Moiściewy, chleb daje rogi, a głód nogi, powiedają.
— Chciałam kiejś pożyczyć terlicy, powiedziała, że ma la257 siebie.
— Prawda, że ona ta otwartej ręki la ludzi nie miała, wynosiła się nad drugie, jak wszystkie Boryny, ale szkoda kobiety, szkoda!
— Po sprawiedliwości, ale ten Antek łajdus, no!
— Juści, że łajdus, juści. Ale i to wiadomo, że kiej suczka nie chce, pies nie weźmie, każdy chłop poleci, jak go kiecką przywabią.
— Gdyby na mnie padło, na środku drogi zdarłabym Jagnę za łeb, a wyzwała, a skleła, a kudłów naczesała, żeby całe życie pamiętała.