— Niechby się mnie czepiła, nie darowałabym! — wykrzyknęła Tereska żołnierka280.
— Hale, jakby o tobie co dnia nie pyskowała po wsi — szepnęła urągliwie Balcerkowa.
— Słyszeliście, przywtórzcie! — zakrzyczała rozczerwieniona, boć wiadomym było, że z Mateuszem dobrze się znała.
— Przywtórzę, nawet prosto do oczów powiem, niech jeno twój281 z wojska powróci!
— Wara wam do mnie! ale, będą tu bele co powiadać!...
— Nie drzyj się, kiej cię nikt nie zaczepia — zgromiła ją surowo Płoszkowa, ale Tereska długo nie mogła się uspokoić mamrocząc cosik z cicha.
— Byli już z niedźwiedziem? — zagadnął Rocho, aby zwrócić uwagę w inną stronę.
— Ino ich patrzeć, bo są już u organistów.
— Które to chodzą?
— A dyć te wisielaki Gulbasowe i Filipki chłopaki!