Juści, że na takie przyzwy wnet się zły jawił przed nim.
Jastrząb się już nie pomiarkował w tej złości, a ino zawołał:
— Pomagaj, diable, jeśli możesz, bo mi się wielka krzywda stała.
Głupi, nie pomiarkował, że Pan Jezus chciał go doświadczyć i wy próbować.
— Pomogę, a oddasz duszę? — zaskrzeczał zły.
— Dam, choćby i zaraz!
Napisali cyrograf, któren chłop krwią ze serdecznego palca podpisał.
I już od tego dnia zaczęło mu się wszystko wieść, sam mało co robił, a ino doglądał i rządził, Michałek, bo tak się kazał zły przezywać, robił za niego, a drugie diabły poprzebierane za parobków, to za Miemców, pomagały, że w krótkim czasie gospodarstwo było jeszcze lepsze, większe i bogatsze niźli przódzi.
Ino dzieci nie było nowych, bo jakże bez błogosławieństwa boskiego mogły być!
Gryzł się tym Jastrząb srodze, a po nocach czasami rozmyślał, jak to przyjdzie gorzeć w tym piekle wiecznym, i nie cieszyły go ni bogactwa, ni nic... Aż musiał mu Michałek jawić przed oczy, jako wszystkie bogacze, panowie, króle, uczone, a nawet i co największe biskupy diabłom się za żywota zaprzedali, a żaden z nich się nie turbuje ni rozmyśla, co tam będzie po śmierci, a jeno się weselą i wszystkiego używają do syta!