— Cała wieś o tym wiedziała.
— Musiało się na tym skończyć, musiało! — dogadywała Kozłowa.
A w drugiej grupie starszych gospodyń szeptano również różności, jeno tyle że ciszej i ważniej.
— Stary pono tak zbił Jagnę, że leży chora u matki... wiecie to?
— Jakże! zaraz do dnia, powiadali, wygnał ją, skrzynkę za nią wyrzucił i wszystkie szmaty — dorzuciła milcząca dotąd Balcerkowa.
— Nie powiadajcie byle czego, byłam dopiero co w chałupie, skrzynka stoi na swoim miejscu — objaśniała Płoszkowa.
— Ale już na weselu przepowiadałam, że się tak skończy — podjęła głośniej.
— Co się dzieje, mój Jezus! co się dzieje! — jęknęła Sochowa chwytając się za głowę.
— Ano co, do kreminału go wezmą i tyla!
— Sprawiedliwie mu się to należy: cała wieś mogła pogorzeć!