Przeszedł się kołujący po izbie i niby od niechcenia zaglądał za obrazy, wyszukując przy tym pilnie, gdzie popadło.
— Macie to klucz od komory? — łypnął ślepiami na małe, zawarte drzwi.
— A wisi na Pasyjce pod oknem.
— Dłutam mu pożyczył, będzie już z miesiąc, a teraz mi potrzebne i nikaj go naleźć nie mogę. Myślę, co tam w rupieciach zarzucone...
— Szukajcie sami, ja go wama nie wyślipiam579.
Odstąpił od drzwi, bo rozległ się w sieni głos Hanki, klucz na miejscu powiesił i za czapkę wziął.
— To jutro poszukam... pilno mi bieżyć do dom... Rocho przyjechał?
— Ja to wiem? Spytajcie Hanki!
Postał jeszcze ździebko, poskrobał rudych wąsów, a oczy to mu jak te złodzieje latały po kątach; zaśmiał się cosik do siebie i poszedł.
Jagna zrzuciła zapaskę i jęła się słania łóżka i drugich uprzątań, rzucając niekiedy przyczajone spojrzenia na męża, i tak zawżdy580 chodziła po izbie, by się nie natknąć na jego oczy, wciąż rozwarte.