Spletła ręce z radości, a uśmiech kiej słońce przemknął po niej.
— A na odchodnym zapowiedział, byście na nic nie bacząc wieprzka zabili jeszcze przed świętami, bo i on chce święconego zażyć.
— Głodzą go tam chudziaka, głodzą! — jęknęła zawodliwie.
— Kiej ociec mówili, że jak się podpasie, to przedadzą — zauważyła Józka.
— Mówili, ale kiej Antek przykazują zabić, to jego teraz wola pierwsza po ojcowej — podniesła ostry, nieustępliwy głos.
— I jeszcze mówili, abyście na roli kazali robić wszystko, co potrzeba, na nic się nie oglądając. Powiedziałem, jako tu sobie zmyślnie poczynacie.
— Rzekł to co na to? powiedział?
Radość ją warem oblała.
— To mi powiedział, że jak zechcecie, poredzicie wszystkiemu...
— A poredzę, poredzę! — szepnęła z mocą i oczy jej rozbłysły nieustępliwą wolą.