— Chodźcie prędzej, ojcu cosik jest!
Jakoż Boryna siedział na kraju łóżka rozglądając się po izbie. Hanka przypadła ku niemu trzymać, aby nie zleciał, a on wodził oczyma po niej wlepiając je naraz we drzwi, którymi właśnie kowal wchodził niespodzianie.
— Hanka!
Powiedział wyraźnie i mocno, aż struchlała w sobie.
— Dyć jestem. Nie ruchajcie się ino, doktór wzbrania — szeptała zestrachana.
— Co tam na świecie?
Głos miał rozbity, obcy jakiś.
— Zwiesna621 idzie, ciepło... — jąkała.
— Wstali to?... czas w pole...
Nie wiedzieli, co rzec, spoglądając na siebie; ino Magda ryknęła płaczem.