Magda z płaczem rzuciła się do niego, ale snadź jej nie poznał.
— Nie chcę... nie potrza622... wypędź... — powtarzał uporczywie.
— Choć do sieni ustąpcie, nie sprzeciwiajcie się... — błagała.
— Wyjdź, Magda, ja się z tego miejsca nie ruszę — wycedził nieustępliwie kowal miarkując, że stary chce coś tajnego Hance powiedzieć.
Dosłyszał to stary i uniósłszy się, tak groźnie spojrzał wskazując mu ręką drzwi, że się wyniósł kiej ten pies kopnięty, z przekleństwem skoczył do płaczącej na ganku Magdy, ale z nagła przycichł, rozejrzał się i wpadł do sadu i przebrawszy się chyłkiem pod szczytowe okno przywarł pod nim nasłuchiwać, bo jak raz tam dotykały głowy łóżka, że przez szyby można było posłyszeć coś niecoś.
— Siądź przy mnie...
Rozkazał stary po jego wyjściu.
Juści, że przysiadła na brzeżku, ledwie płacz powstrzymując.
— W komorze znajdziesz nieco grosza... schowaj, by ci go nie wydarli...
— Gdzie?