Ale cóż?... nie sposób teraz było w komorze szukać: Jagna siedziała w izbie układając świąteczne szmaty we skrzyni.
— Pietrek, a przestań, przecież to już prawie Wielki Poniedziałek, a ten dudli624 a dudli, grzech!
Zgromiła, tak roztrzęsiona w sobie, że jej się płakać chciało. Juści, że przestał i wszyscy przyszli do izby.
— O tym dziedzicowym bracie, głupim Jacku, mówimy — objaśniała któraś.
Nie mogła jednak wyrozumieć625, o czym mówią, gdyż psy zaczęły coś głośno szczekać w opłotkach, aż znowu wyjrzała podszczuwając jeszcze. Łapa rzucił się zajadle w sad...
— Huzia go, Łapa!... Weź go, Burek!... Huzia!...
Ale psy zmilkły nagle i powróciwszy skamlały radośnie.
I niejeden raz tego wieczoru było tak samo, że wstało w niej jakieś strachliwe podejrzenie.
— Pietrek, a zawrzyj wszystko na moc, bo musi być, ktosik to penetruje, a swój, że psy nie chcą docierać.
Rozeszli się wnet wszyscy i wkrótce śpik ogarnął cały dom, jeno Hanka poszła jeszcze sprawdzić, czy drzwi pozawierane, a potem długo stojała pod ścianą trwożnie nasłuchując...