— Zaraz naszykuję wama rozgrzywkę, Józia, namocz duchem śledzie.
— Dajcie, jakie są, jeno sporo gorzałką zalać, to galanto sól wyciągnie.
— A wy zawdy po swojemu, bych o północku w kieliszki zadzwonili, wstaniecie radzi na pijatykę — zauważyła złośliwie Jagustynka.
— Prawda wasza, babciu, ale widzi mi się, że wama cosik ozór skiełczał i radzi byście go też w gorzałce pomoczyć, co? — śmiał się zacierając ręce.
— Jeszczech byś me, stary zbuku, nie przepił.
— Ludzi coś mało ciągnie do kościoła — przerwała im Hanka, wielce nierada tym przymówkom do gorzałki.
— Bo wczas, jeszcze się zlecą, w dyrdy bieżyć będą wytrząchać grzechy.
— I polenić się, co nowego posłyszeć i świeżych grzechów nabrać...
— Od wczoraj już się dziewuchy szykowały — pisnęła skądciś Józia.
— Juści, bo im przed swoim dobrodziejem wstyd — dogadywała stara.