— Pousadzałem dobrodziejów, narodem ich obwaliłem, że do połednia się nie ruszą.
— Hale, łaznowski proboszcz długo nie strzyma, powiadali, że mu gospodyni cięgiem porcenelę podawać musi!
— Babciu, pilnujcie nosa, poniechajcie księży!
Nie lubił tego.
— A o tym ze Słupi też powiadają, że zawdy przy spowiedzi flaszuchnę z pachnącym w garści trzyma i nos se przytyka, bo mu ano naród śmierdzi, że po każdym wyspowiadanym złe powietrze chustką rozgania i wykadza...
— Zawrzyjcie gębę: wara wam od księży! — wybuchnął zeźlony.
— Rocho są w kościele? — podjęła spiesznie Hanka, również wielce nierada pyskowaniom Jagustynki.
— Siedzą od samego rana, do mszy służył i co potrza, obrządza.
— A kajże to Michał?
— Poszedł z organiściakiem do Rzepek, po spisie.