— Nie powiadałem wama wczoraj, czego nam szukać potrza...
Wysilał się na spokój.
— Przede mną cyganiliście, jedno by mi piaskiem oczy zasypać, a robicie drugie. Przejrzałam już wasze judaszowe zamysły, przejrzałam...
— Hanka, stul pysk, bo ci go przymknę! — zaryczał złowrogo.
— Spróbuj, zbóju jeden! tknij me choć palcem, a takiego wrzasku narobię, że pół wsi się zbiegnie i obaczy, coś ty za ptaszek! — groziła.
Rozejrzał się dobrze po ścianach i ustąpił wreszcie klnąc siarczyście.
Popatrzyli sobie w oczy z bliska i z taką mocą, że bych mogli, na śmierć by się przebódli tymi rozgorzałymi ślepiami.
Hanka aż wodę piła, długo nie mogąc się opamiętać po tym wzburzeniu.
— Trza je należć i schować przezpiecznie, bo niechby ich dopadł, ukradnie — rozmyślała wracając do stodoły, ale naraz zawróciła z pół drogi.
— Siedzisz w chałupie, stróżujesz, a obcych do komory puszczasz! — krzyknęła z góry na Jagnę otwierając drzwi.