— Zwalą się ściany i jeszcze was przygniecie! — prosiła przekładając.
— I... dłużej przetrzymają niźli człowiek niejeden... Pieska weź...
Nie nalegała już więcej, skoro nie chciał. Po prawdzie i u niej było ciasno, a ze starym nowy kłopot by był.
Przykazała Pietrkowi wziąć Kruczka na postronek i do chałupy prowadzić.
— Stanie za Burka, któren gdziesik uciekł. Niezguła dopiero! — krzyknęła niecierpliwie, gdyż Pietrek nie mógł dać rady psu.
— Głupi... gryzł tu będzie... tam żreć co dnia dostaniesz... juści, a w cieple się wyleżysz... Kruczek! — napominał go stary pomagając brać na sznurek.
Pobiegła przodem, bych jeszcze na odchodnym zajrzeć do siostry.
Zdziwiła się, zastawszy w izbie kilka kobiet i Weronkę znowuj rozpłakaną.
— A czym to sobie u was zasłużyłam na tyle dobrości? czym? — biadoliła.
— Niewiela możem, wszędy bieda, ale co przynieślim, bierzcie, bo ze szczerego serca dajem — przemówiła Kłębowa wtykając jej w garść spory węzełek.