— Gdzieby zaś tak rychło!... nie zdążą przed mrokiem... karwas drogi...
— I pięć karczmów na rozjazdach! — zakpiła po swojemu Jagustynka.
— Chudziaki, biedota, kaj im tam karczmy będą w głowie!
— Wymizerowali się tylachna czasu, nacierzpieli...
— Taka im była krzywda, że się w cieple wyspali i najedli po grdykę...
— Juści, tyle tej dobroci zażyły, co te karmiki na pokrzywach z plewami.
— Dyć o suchym ziemnioku, a lepiej na wolności — rzekła Grzeli kobieta.
— Dopiero to smaki taka wolność!... no, tyla z niej biednemu, że może sobie zdychać z głodu, kaj mu się spodoba, bo sztrafu za to płacić nie każą, ni go strażnik do kreminału nie pojmie!... — wydziwiała.
— Prawda, moiściewy, prawda! ale co niewola, to niewola!...
— A co groch ze sperką, to nie rosół na osikowym kołku! — przedrzeźniała Jagustynka, jaże wszystkie śmiechem gruchnęły.