— Tak mię to, Jaguś, witasz? co? tak?...
— Jakże to mam inaczej? Może cię za kolana podjąć i dziękować, żeś se o mnie przypomniał?
— Baczę, jakeś to me łoni przyjmowała.
— Co było łoni, to nie teraz — odwróciła się twarz kryjąc, a on się przysunął nagle, obejmując ją chciwymi rękoma.
Wyrwała mu się z gniewem.
— Poniechaj, bo mi Tereska ślepie wydrapie za ciebie!
— Jagusia! — ledwie jęknął.
— Do swojej żołnierki wróć se z jamorami... wysługuj się, póki tamten nie wróci. Odpasła cię w kreminale, naszkodowała się na ciebie, to jej teraz odrabiaj! — chlastała kiej batem, a tak wzgardliwie, że Mateusz zapomniał języka w gębie.
Wstyd go przejął, poczerwieniał kiej burak, przygiął się i uciekł po prostu.
A Jagnę, choć powiedziała, co czuła i z czym się już cały tydzień nosiła, żal teraz ogarnął: nie myślała, iż się ozgniewa i pójdzie sobie.