Siedzieli tam jeszcze przy michach, na dworze.
Zakurzył papierosa siedząc pod ścianą.
Kłęby pogadywali o powrocie z wojska Grzeli Borynowego.
— Wraca to już? — zapytał spokojnie.
— Nie wiecie to? Dyć razem z Jaśkiem Tereski i Jarczakiem z Woli.
— Na żniwa się obiecują. Tereska latała dzisia z listem do organisty, bych przeczytał. Powiadał mi o tym.
— To ci nowina! Jasiek powraca! — zawołał bezwolnie.
Zmilkli wszyscy, jeno ślipia obleciały po sobie, a kobiety się sczerwieniły powstrzymując śmiech. Nie pomiarkował i jakby rad wieści, powiedział spokojnie:
— Dobrze, co powraca; może przestaną obgadywać Tereskę.
Jaże łyżki zawisły nad michą, tak się zdumieli, a on tocząc zuchwałymi ślepiami dodał: