— A, rada by się nalazła — powiedział ciszej jeszcze.
Odwróciła się do niego.
— Dać wykup, to go puszczą jeszcze przed sprawą, a potem to już se poredzi, choćby i do tej Hameryki... nie zgonią...
— Jezus, Maria! Do Hameryki! — krzyknęła bezwolnie.
— Cichocie, jak pod przysięgą mówię, tak dziedzic radził. „Niech ucieka — powiada — najmniej dziesięć lat... zmarnuje się chłop...” Wczoraj mi mówił.
— Uciekać ze wsi... od grontu... od dzieci... Jezu... — to ino zrozumiała.
— Dajcie jeno wykup, a resztę to już Antek postanowi, dajcie...
— Skądże to wezmę?... Mój Boże, w tyli świat... od wszystkiego.
— Pięćset rubli chcą! Przeciek macie te ojcowe... weźcie je na wykup... policzym się później... byle jeno ratować...
Skoczyła na równe nogi.