— Radź, Grzela: na książce umiesz, gazetę czytujesz, to ci łacniej.
— Bo jak Miemce kupią i zasiędą o miedzę, to będzie jak w Górkach: powietrza prosto zbraknie do dychania w Lipcach i z torbami pójdziemy albo do Hameryki.
— A ojce jeno się we łby skrobią, wzdychają i zaradzić nie poredzą.
— I z gospodarek nam nie ustąpią! — rzucali jeden po drugim.
— Wielka rzecz Miemcy! siedziały takuśko w Liszkach, a nasi ich wykupili co do jednego, że zaś w Górkach było inaczej, to same chłopy winowate: piły, procesowały się cięgiem i torby se wygrały.
— To i z Podlesia możem wykupić i przegnać! — wołał Jędrek Boryna, stryjeczny Antka.
— Łacno mówić: teraz nie ma za co kupić, chociaż tylko po sześćdziesiąt rubli morgę sprzedają, a potem to znajdziesz z jakie tysiąc złotych za to samo?...
— Żeby ojce wydzieliły każdemu, co jego, a prędzej by poredził.
— Bo pewnie, juści! Zaraz bym wiedział, co robić! — zawrzeszczeli.
— O głupie, głupie! To starzy z całego ledwie się przeżywią, a wy na działach chcecie nazbijać pieniędzy! — przerwał im Grzela.