— A juści! gronta porozmierzali, wszystkie famielie już się sprowadziły, studnie kopią, kamień na fundamenta zwożą...
— Wiem dobrze, że u rejenta jeszcze aktu nie podpisali.
— Mnie się przysięgali, jako już po wszystkim.
— Mówię, co wiem, i gdyby dziedzic znalazł lepszych kupców...
— To przeciek Lipce nie kupią, nikt groszem nie śmierdzi...
— Grzela tu jakoś kalkuluje i zdaje mi się...
— Grzela! — przerwał gwałtownie — Grzela się pcha na pierwszego, a głupi naród bałamuci i do złego jeno prowadzi...
— Zobaczymy, jak to wyjdzie, zobaczymy! — mówił Rocho uśmiechając się nieco, gdyż kowal jaże wyrywał se wąsy ze złości.
— Jacek z kancelarii! — zawołał spostrzegając stójkę w opłotkach.
— Dla „Anny Maćwiejówny Boryna” papier z kancelarii! — recytował Jacek wyciągając jakąś kopertę z torby.