Jagustynka, że to długo nie mogła bez gadania, to spojrzała na siejącego i rzekła:

— Te Paczesie to stare chłopy, że jaże im już kłaki na łbach puszczają...

— Ale kawalery zawdy — rzekła insza kobieta.

— A tyle dziewuch się starzeje albo i służby szukać idzie...

— Przeciech, a one mają cały półwłóczek i jeszcze łączkę za młynem.

— Juści, abo to im matka da się żenić... abo to im popuści...

— A kto by krowy doił, kto by opierał, kto by kole gospodarstwa abo i śwyń chodził...

— Obrządzają se matulę i Jagusię, bo jakże, Jagna kiej pani jaka, kiej i druga dziedziczka, ino się stroi... a myje, a w lusterku przegląda, a warkocze zaplata.

— I patrzy ino, kogo by puścić pod pierzynę, któren aby mocny! — dorzuciła znowu ze złym uśmiechem Jagustynka.

— Józek Banachów posyłał z wódką — nie chciała.