— Panie Boże zapłać! — odrzekł i runął na twarz przed tym Majestatem Przenajświętszym.
Padł i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie.
Świt się nad nim uczynił, a Łapa wył długo i żałośnie...
Część czwarta — Lato
I
I tak się ano było zmarło626 Maciejowi Borynie.
Zaś w chałupie zaspali ździebko z powodu niedzieli, jaże627 dopiero Łapa przebudził ich szczekaniem, bo tak ujadał, tak wył, tak ciskał się do drzwi, a kiej628 mu otworzyli, tak szarpał za przyodziewy629 i wylatywał obzierając się630, czy za nim lecą, że Hankę jakby cosik631 tknęło.
— Wyjrzyj no, Józka, czego ten pies chce.
Poleciała za nim w dobrej myśle632, swywoląc633 po drodze.
Doprowadził ją do ojcowego trupa.