Otwarli drzwi, w izbie przycichło i jakby zamarło, nikt się nie poruszył, tylko rozpalone oczy latały, Łapa jeno przewąchiwał kąty, skamlał niekiej797, kręcił ogonem i jakby się do kogoś przyłaszał, że już teraz wszyscy czuli najgłębiej, jako to gdziesik pomiędzy nimi błąka się dusza zmarłego.
Aż Hanka zaśpiewała rozdygotanym, zduszonym głosem:
Wszystkie nasze dzienne sprawy!
Przywtarzali gorąco i z niezmierną ulgą.
II
Dzień był bardzo cudny, prawdziwie latowy798.
Może szła dziesiąta rano, bo już słońce wisiało w pół drogi między wschodem a południem i wynosiło się coraz bardziej palące, kiej799 lipeckie dzwony, ile ich jeno800 było, zadzwoniły rozgłośnie i ze wszystkiej mocy801.
A ten, co go to przezywali Pietrem, huczał najgłośniej i śpiewał całym gardzielem802, jak kiedy to chłop ździebko803 napity804 drogą idzie, kolebie się ze strony na stronę i zawodzący całemu światu radoście805 swoje grubachnym głosem powiada...
Zaś drugi, nieco pomniejszy, o którym Jambroż rozpowiadał, że go ochrzcili na Pawła, wydzierał się też nie ciszej, a jeno żarliwiej wtórował, wysoką nutę brał, przeciągał górnie, a czystym głosem zawodził i kieby806 się zapamiętał, tak dzwonił, jakoby ta dziewka poniektóra, kiej807 ją rozeprze kochanie lebo808 ten dzień zwiesnowy809, że w pola leci, skroś810 zbóż się przebiera i śpiewa ze wszystkiego serca811 wiatrom, polom, niebu jasnemu i swojej duszy weselnej.
A na trzeciego — sygnaturka jako ten ptaszek świergoliła, na darmo chcąc tamte prześpiewać, nie mogła jednak, chocia812 jazgotała siekającym, prędkim głosem, kieby813 te dziecińskie sprzeciwy. Że już dzwoniły czyniąc galantą814 kapelę, bo to i bas pobękiwał, i zawodziły skrzypice, i ten bębenek z brzękadłami drygał wesoło, i rznęły wraz od ucha, uroczyście a rozgłośnie.