— Więc, ja nie wiem, kto pani; ale wiem, że każdy silny człowiek bierze swój krzyż na ramiona i idzie w świat, lub kładzie się gdzieś pod płotem i zdycha, jeśli mu się tak podoba.
— A ja wychodzę zamąż!.. — szepnęła jakoś urągliwie i oczy jej rozbłysły gniewem.
— Najlepszą rzecz pani robi, jaka pozostała do zrobienia.
— I ostateczną...
— Przedramatyzowuje pani. Kobiety zawsze wpadają w ostateczność.
— Żółcią pan dzisiaj oddycha i goryczą.
— Nie miodem mnie życie poi. Zresztą, czas przerwać dialektyczne obełgiwanie się i wspólne lamenty na los. Każdy dostaje to, co mu się należy.
— A należeć mu się powinno szczęście, a tego nie dostaje.
— Dlaczego mu się należy? skąd pani to wie, że człowiek powinien być szczęśliwym?
— Bo chce.