— Mój ojcze, na chwileczkę!.. — zawołał Andrzej, wchodząc do saloniku i, usłyszawszy rozmowę, odciągnął starego trochę wbok, coś mu szepnął takiego, że stary odsunął się gniewnie, stuknął kijem, nasrożył wąsy i szepnął:
— Mówię ci, głupiś! ja wiem, co mówić! — i wrócił do Janki.
— Panie Andrzeju, ależ to same prześliczne antyki te meble.
— Szczęśliwy jestem, że się pani podobają! — odezwał się uradowany.
— Jeszczeby też!.. za samo odnowienie wezmą te skurczybyki...
Niechże ojciec nie nudzi pani takiemi szczegółami. Panno Janino, czy tak, jak jest urządzony i ustawiony, zostać może?.. podoba się pani?.. — mówił prędko, przysuwając się do niej, aby odgrodzić od ojca.
— Podoba mi się bardzo, chociaż zaproponowałabym maleńkie zmiany.
— Niech pani będzie tak dobra wskazać tylko, co zmienić, co przestawić, co wyrzucić, a wszystko natychmiast się zrobi.
Stary szturchnął go kijem ztyłu, przestraszony, że obiecuje wyrzucać takie cenne rzeczy.
— Wie pan, teraz niech tak zostanie wszystko, to już chyba później pomyślimy, razem.