— Niech mama nie daje! — krzyknął ze złością i rozsrożył się.
— Jędrek, cicho!.. jak Boga tego kocham, cicho!.. matka, gorzałki postaw! — bełkotał stary i bił pięścią w stół. — Dziedzic tu jestem, to mnie słuchać, bo jak Boga tego kocham... pszoł wszyscy!.. Matka, mówię ci po dobremu, gorzałki postaw!.. — i kiwał się sennie i pluł co chwila na własny brzuch i na talerze, rozstawione do kolacji.
Stara przestraszona postawiła butelkę.
Andrzej ją porwał i rzucił pod piec.
Stary wytrzeźwiał odrazu, siadł prosto i zapytał:
— Coś ty Jędruś zrobił?
— Widzi ojciec, co zrobiłem; dosyć tego pijaństwa!.. — ojciec opija się, jak zwierzę.
— Bo mi się tak chce, Jędrusiu! bo mi się tak podoba, synku! jak Boga tego kocham.
— Ale mnie się tak nie podoba, ja nie chcę, żeby się ojciec zapijał.
— Nie chcesz, Jędrusiu! nie chcesz, mój jaśnie panie synku! aha, to niby ty chcesz, żeby ja nie pił... — przekomarzał się stary i oczy mu zaczęły błyskać wściekłością, a zęby latały jak w febrze.