— Ma pani talent, ogromne uczucie, indywidualizuje pani muzykę, brak tylko pani szkoły i techniki, gra pani jest intuicyjną. Boże, muszę iść, bo tam dzieci w kąpieli! Tak, ta jedna fraza pyszna. Uderzyła w klawisze i powtórzyła ją kilka razy — pyszna!

— O, niech mnie pani nie chwali; talentu nie mam, o tem wiem; czuję tylko, co gram.

— Gdyby się pani chciała uczyć, to przytem, co pani posiada, przy swobodzie i środkach, zaszłaby pani daleko.

— Dokąd? — zapytała Janka spokojnie.

— Na estradę, do rozgłosu, do sławy! — odpowiedziała uroczyście.

— Znam tę gorączkę i te marzenia, paliła się we mnie, ale już wygasła.

— Nie pragnie pani wrócić na scenę?

— Nie, wystarczy mi wspominanie teatru na całe, najdłuższe życie.

— Jakto, wyrzekła się pani myśli o sztuce, nie pragnie pani sławy, oklasków, tego boskiego upojenia sztuką, tego zdenerwowania występu, tego szału, tego... — wołała patetycznie Zaleska.

— Nie, niczego już z tego wszystkiego nie pragnę — odpowiedziała smutnie, i to uświadomienie zabolało ją bardzo, poczuła w sercu jakąś próżnię, a w myśli zniechęcenie do życia.