— Dobrze, zaczekajcie, pójdę ojcu powiedzieć o tem.
W kilka sekund była już zpowrotem, czuła się bardzo uradowaną ze spotkania z przyjaciółką.
— I co robisz? — spytała Helena, kiedy już jechali, obserwując ją drobiazgowo.
— A cóżby! Jestem panną na wydaniu! — rzuciła ironicznie Janka.
— Niezabawna pozycja, to prawda.
— O, przepraszam cię, Helu, ale swobody widzę nie oceniasz dostatecznie.
— Doskonałe grunta! — zaczął Woliński, zbudzony milczeniem, jakie zapanowało.
— Znacie się już państwo z okolicą? Dzisiaj w kościele była prawie w komplecie.
— Prócz najbliższego sąsiedztwa, nikogo. W tym kościele byliśmy dzisiaj po raz pierwszy, bo to nie nasza parafja i dosyć daleko od nas. Wstąpiliśmy po drodze, jadąc do kolei.
— Jechałam z planem, że jeśli cię znajdę w Bukowcu, to cię zabiorę, choćby siłą, do nas.