— Chciałam, aby Roch poszedł i zobaczył, czy koń nasz ma jeszcze obrok w opałce. Pan na służbie? Myślałam, że pan gdzie wyjechał!...
— Tak mi służba nieszczęśliwie wypadła, że nie mogę być u Orłowskich.
— Wierzę, że pan żałuje, bo jest tam i pani Zaleska, a panna Janina cudownie dzisiaj wygląda.
— Panno Zofjo! — zawołał z wyrzutem, biorąc ją za rękę.
— Do widzenia, do widzenia. Roch pewnie jest na peronie. — Ścisnęła mu dłoń i uciekła.
— Może Roch po kolacji opatrzy naszego konia, trzeba go będzie napoić — mówiła w kuchni.
— Napoić! e... a juści, że sie juchę napoi! Gospodarna panna, ho! ho! gospodarna! — szeptał Roch.
— Przecie, taka szlachetna panna, a sama myśli o koniu — powiedziała Janowa.
Zosia cichutko prześlizgnęła się do saloniku, gdzie już wszyscy po skończeniu preferansa kłócili się i rozmawiali.
Świerkoski tylko, z talją kart w ręku, został przy stoliku i sprawdzał półgłosem: