XIV

Głogowski miał spać w pokoju Orłowskiego. Wkrótce cała stacja utonęła w ciemnościach i w śnie, tylko Stasio siedział na przedniem siedzeniu bryczki razem z Zosią i powoził wolno, bo noc była ciemna i pełno wybojów i korzeni na leśnej dróżce.

— Pan się pogniewa, że go tak fatygujemy? — zapytała pierwsza, bo Staś milczał uporczywie.

— O, przeciwnie, jestem uradowany, jestem bardzo szczęśliwy, bardzo... — umilkł znowu.

— Co panu jest, panie Stanisławie? — zapytała szeptem, biorąc go pod rękę, bo siedzenie było tak wąskie, że co chwila obawiała się wylecieć.

— Zmartwiony jestem, bo mama napisała mi taki list... — urwał, cmoknął na konia.

Osiecka, rozwalona niby w fotelu na swojem siedzeniu, chrapała.

— Pamięta pan, że mi pan obiecał wszystko zrobić, o co poproszę.

— Pamiętam, wio kary, wio! — uderzył konia batem bardzo energicznie.

— Otóż, ja teraz proszę o powiedzenie mi swojego zmartwienia.