— Głogowski!... czekaj! Był w Paryżu przed pięciu laty?

— Doprawdy, że nie wiem, bo to człowiek który jeśli mówi, to zwykle nie o sobie.

— Blondyn, ostre rysy, wichrowata czupryna, temperament ogromny!... Tak, pamiętam, i wtedy już pisał dramaty, bo graliśmy na Mont Parnasse jego jednoaktówkę, w której miał sam grać jedną z ról, ale w ostatniej chwili, zamiast wejść na scenę, uciekł z teatru z tremy. Później się tłumaczył, że sztuka jest tak podła, iż go mogła publiczność zasypać kaloszami i obwiesić za idjotyzm.

— To ten sam, byłam przy wystawieniu jego sztuki w Warszawie, wygadywał podobnie.

— Więc jest u Stabrowskich? Musimy odnowić znajomość. Znasz go dawno?

— Kilka miesięcy temu poznałam go w teatrze, nawet grałam małą rolkę w jego sztuce.

— Gdzie w teatrze? Na amatorskiej scenie?

— Nie, na prawdziwej scenie, chociaż ogródkowej.

— Ty występowałaś? Ty? Ależ to niemożebne.

— Tak, byłam aktorką przez kilka miesięcy.