— A sanna przetarta?
— Jak po szkle, tak wyszlifowana.
— Na szosie?
— Wszędzie.
— Ślicznie!.. poszalejemy!.. — zawołała wesoło, bo poczuła ogromną chęć ruchu.
— Jedziemy zaraz?
— Nie, jutro!.. przyjedzie pan do nas na obiad, a po obiedzie pojedziemy hulać po drogach.
— Gdzie oczy poniosą! — zawołał, porwany jej ogniem.
— A raczej, gdzie bułanki i drogi poprowadzą.
Odjechał.