— Szczęśliwy jestem, że się pani podobają! — odezwał się uradowany.
— Jeszczeby też!.. za samo odnowienie wezmą te skurczybyki...
Niechże ojciec nie nudzi pani takiemi szczegółami. Panno Janino, czy tak, jak jest urządzony i ustawiony, zostać może?.. podoba się pani?.. — mówił prędko, przysuwając się do niej, aby odgrodzić od ojca.
— Podoba mi się bardzo, chociaż zaproponowałabym maleńkie zmiany.
— Niech pani będzie tak dobra wskazać tylko, co zmienić, co przestawić, co wyrzucić, a wszystko natychmiast się zrobi.
Stary szturchnął go kijem ztyłu, przestraszony, że obiecuje wyrzucać takie cenne rzeczy.
— Wie pan, teraz niech tak zostanie wszystko, to już chyba później pomyślimy, razem.
— Tak, tak, ma wielmożna pani rację, jak Boga tego kocham. Las kupuj latem, a ścinaj w zimie, będziesz spał w pierzynie. Ha, ha!.. a co?.. Co się odwlecze, to nie uciecze. Kto robi później, sakwy nie wypróżni! Rozum w głowie ma wielmożna pani fajn.
Przeszli do dalszych pokojów, cały parter był już zupełnie skończony. Janka oglądała długo, bo to mieszkanie imponowało jej swoim wielkopańskim wyglądem: nie dostrzegła ani starości i zniszczenia mebli, ani grubej, ordynarnej roboty odnawiaczy, bo ją olśniewały wspaniałe dywany, portjery aksamitne i jedwabne, pokrycia mebli, meble złocone, stoliki inkrustowane metalami i kością, biurka i szafeczki z mahoniu, z ozdobami z bronzu i z nogami świeżo dopasowanemi, powleczonemi czerwonym bejcem; marmurowe kominki z kratami ze złoconego bronzu wywierały na nią wpływ magnetyczny — kiedyś marzyła o takich kominkach, spotykała się z niemi dotychczas w romansach tylko. Wielkie zwierciadła przeżółkłe, w połowie oślepłe, we wspaniałych, świeżo odzłoconych ramach barokowych, patrzyły ze wszystkich stron, jak zamierające smutne oczy; nie widziała tego, bo rada spostrzegła odbicie swojej postaci, bo ją porywało to mieszkanie. Oglądała po kilka razy jedno, cieszyła się, jak dziecko, ze świetnie błyszczącej zabawki, ale nazewnątrz nie objawiała zadowolenia, tylko chodziła wyniosła, majestatyczna, wspaniała, bo te wielkie i wysokie pokoje, te sprzęty staroświeckie, ten przepych butwiejący oddziaływał na nią szczególnie, czuła się, jakby na scenie, jakby w jakiejś roli margrabiny, więc bezwiednie przybierała odpowiednie ruchy, gesty, spojrzenia, nawet dźwięk głosu modulowała inaczej.
Kończyli już oglądać, gdy stara się zjawiła, zapraszając na podwieczorek do siebie.