— O, lubi pani eksperymentować...
— Jedyny sposób sprawdzenia.
Zamilkł na chwilę, zaczynała go interesować, bo przedtem był prawie pewny, że skoro jest narzeczoną Jędrusia, więc musi być, ot, zwykłą sobie gąską, tymczasem zdziwiła go. Znajdował zupełnie co innego.
— Dobrze, spróbujemy! — ściągnął brwi, aż mu na czole wystąpiły podłużne pręgi, formujące rzymską piątkę. Kazał zajeżdżać swemu stangretowi.
— Więc jedziemy?
— Nie, dajmy spokój, panno Janino, z tego może być jeszcze nieszczęście.
— Może być, ale czas jeszcze się cofnąć — szepnął ironicznie Witowski.
— Sprawdzimy. Przecież pana Witowskiego konie nie mogą prędzej biec od pańskich?
— A to djabły, nie konie. Więc, chce pani? — zapytał, myśląc jeszcze, że Janka się cofnie.
— O, proszę tylko — odpowiedziała stanowczo, bo przysłonione oczy Witowskiego jakby szydziły.