Andrzej ją porwał i rzucił pod piec.
Stary wytrzeźwiał odrazu, siadł prosto i zapytał:
— Coś ty Jędruś zrobił?
— Widzi ojciec, co zrobiłem; dosyć tego pijaństwa!.. — ojciec opija się, jak zwierzę.
— Bo mi się tak chce, Jędrusiu! bo mi się tak podoba, synku! jak Boga tego kocham.
— Ale mnie się tak nie podoba, ja nie chcę, żeby się ojciec zapijał.
— Nie chcesz, Jędrusiu! nie chcesz, mój jaśnie panie synku! aha, to niby ty chcesz, żeby ja nie pił... — przekomarzał się stary i oczy mu zaczęły błyskać wściekłością, a zęby latały jak w febrze.
— Niech mnie ojciec nie irytuje, bo... — krzyknął Andrzej, hamując z trudem gniew.
— No bo co?.. zbijesz mnie, wyrzucisz na śmieci, nie dasz jeść?..
— Pietruś! ady na rany Chrystusowe, proszę was, ludzie!.. — błagała stara, czepiając się obu i starając zażegnać burzę.