„Panie! otom jest w przygodzie: ciało moje chore, a serce udręczone smutkiem, który je uciska. A teraz cóż powiem? Niech Twoja wola się stanie!”

Nie słuchał więcej, odchylił portjerę i wszedł.

— Miałem posłać po ciebie — powiedział Witowski, ściskając mu rękę.

— Myślałam dzisiaj o panu! — odezwała się panna Jadwiga, siedząca w głębokim fotelu.

— Jedziesz z domu, czy od narzeczonej?

— Z domu przyszedłem... ale przeszkadzam, to zabiorę pani brata i wyjdę.

— Nie, nie zgodzę się na to dzisiaj. Panno Aureljo, odłóżmy czytanie! — zwróciła się do lektorki, która zaraz wyszła. — Masz na dzisiaj dosyć Naśladowania!.. namówiłam po raz pierwszy, żeby słuchał... — zwróciła się do Andrzeja.

— I słuchałem. Dziwna rzecz, jak te słowa są przesiąknięte łzami, poddaniem się, ufnością bezgraniczną; co w tem poezji!

— Może jeszcze tak samo będziesz wierzył! — szepnęła jakimś srebrnym głosem, zwracając na niego cudne, ale bez blasku, martwe oczy.

— Od zachwytu do wiary znacznie dalsza droga, niż nam się zdaje.